Życzenie śmierci

Kiedy „Życzenie śmierci” weszło na ekrany, doczekało się od krytyków opinii jednego z najbardziej kontrowersyjnych filmów dekady. Obrazowi zarzucano promowanie przemocy i brak poszanowania dla systemu sprawiedliwości. Widzowie byli jednak innego zdania – film podobał się do tego stopnia, że doczekał się kilku kolejnych części, a grający główną rolę Bronson stał się gwiazdą. Nic dziwnego, bo w produkcji Michaela Winnera zagrał brawurowo. Jego bohater to postać wielowymiarowa, uwikłana w rodzinny dramat i rozczarowana działaniami policji, która nie radzi sobie z rosnącą w Nowym Jorku przestępczością. Miasto w obrazie Winnera jest mroczne, brudne, pełne narkomanów i bandytów, którzy gotowi są zabić za kilka dolarów. Tylko czy można im wymierzać sprawiedliwość bez wyroku i co by było, gdyby każdy był szeryfem walczącym z przestępczością za pomocą rewolweru? Przecież Ameryka dawno przestała być Dzikim Zachodem. A może nie…? Może Paul wcale nie jest człowiekiem cywilizowanym, pacyfistą i liberałem? Michael Winner skupił się właśnie na tym wątku – dramacie człowieka, który staje poza prawem, bo wydaje mu się, że nie ma wyboru. Rzeczywistość tak go rozczarowuje, że czuje się w obowiązku wziąć sprawy we własne ręce. Mroczny klimat Nowego Jorku pogrążonego w przemocy i bezprawiu, poczucie osamotnienia w walce z bezwzględnymi bandytami, techniczna doskonałość produkcji oraz niepokojąca muzyka Herbiego Hancocka na nowo ustaliły kanon kina zemsty.