Był sobie chłopiec

Film na podstawie poczytnej powieści Nicka Hornby’ego z doskonałą rolą Hugh Granta, który zgodnie z tytułem przestaje być wiecznie potarganym chłopakiem o rozmarzonym spojrzeniu, a zaczyna grać jak poważny, choć wciąż uroczy Brytyjczyk. Jego bohater Will Freeman to zamożny trzydziestolatek o naturze obiboka. Żyje wygodnie dzięki talentowi ojca, który przed laty skomponował przebój przekładający się co roku na okrągłą sumkę. Will może więc cieszyć się wolnością, brakiem zobowiązań i wciąż nowymi znajomościami z kobietami. By poznać kolejną, wybiera się na spotkanie samotnych rodziców i przy okazji wymyśla sobie historię o małym synku. Na spotkaniu poznaje Susie, ale ta na pierwszą randkę przychodzi z małym dzieckiem i dwunastoletnim synkiem przyjaciółki Marcusem (Nicholas Hoult). I kiedy już wydaje się, że żadna z tych znajomości nie ma szans na przetrwanie, hipisowska mama Marcusa Fiona (Toni Collette) postanawia zakończyć ten dzień… spektakularnie. Will towarzyszy Marcusowi i Susie w drodze do szpitala, ale żegna się z nimi z prawdziwą ulgą. Nie pasują do swoich światów. Tymczasem Marcus jest innego zdania. Wkrótce między małym a dużym chłopcem rodzi się prawdziwa więź oparta na zrozumieniu.